Niejaka Sherry Argov, chcąc rozwiązać zagadkę ludzkości, napisała swego czasu książkę o dość intrygująco brzmiącym tytule „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”. Wiele kobiet w różnym wieku oszalało wówczas na jej punkcie. Niektóre dostawały ją w prezencie w formie niewybrednego żartu, inne z rumieńcami na policzkach szły po nią do księgarni, marząc o tym, by dowiedzieć się w końcu, czego tak naprawdę pragną faceci i jaką trzeba być kobietą, żeby sprostać ich wymaganiom.
1. Kim jest zołza?
2. Finansowa niezależność jako fundament
3. Akceptacja własnego ciała
4. Granica między prośbą a zależnością
5. Pewność siebie w codziennych sytuacjach
Nie zajmiemy się dziś jednak recenzją słynnej książki, a odpowiedzią na zadane w jej tytule pytanie. Czy mężczyźni rzeczywiście kochają zołzy? I kogo tak naprawdę mamy na myśli, wypowiadając to pejoratywnie zabarwione słowo? Oto szczegółowa analiza zjawiska, które od lat budzi kontrowersje i rodzi pytania o autentyczność relacji.
Kim jest zołza?
Według słownika języka polskiego zołza to inaczej jędza, dokuczliwa i kłótliwa kobieta. Mężczyźni nie są jednak aż takimi masochistami i na panie rzucające na prawo i lewo fochami nie zwrócą raczej większej uwagi. Co oznacza zatem określenie użyte przez autorkę słynnej książki?
Zołza, jaką opisuje Sherry Argov, to kobieta, która wie czego chce, zna swoją wartość i potrafi się szanować. Pomyślicie: „nic trudnego”, wiele reprezentantek płci pięknej nie jest jednak wcale odzwierciedleniem tej tezy. W praktyce chodzi o umiejętność wyznaczania granic, konsekwentnego podejmowania decyzji i niewchodzenia w rolę ofiary okoliczności.
Taka kobieta nie manipuluje, nie gra w gierki psychologiczne i nie stosuje emocjonalnego szantażu. Zamiast tego komunikuje swoje potrzeby wprost, nie oczekując że partner odgadnie je z niedomówień. Wie również kiedy powiedzieć „nie” i nie odczuwa z tego powodu wyrzutów sumienia. Zastanówmy się zatem, jakie cechy powinna posiadać taka pozytywna zołza w praktyce, a od jakich stronić.
Finansowa niezależność jako fundament
Żadna szanująca się zołza nie powinna być od nikogo zależna. Mówi się, że mężczyźni lubią delikatne kobiety, które nie radzą sobie w wielu kwestiach i którym trzeba nieustannie pomagać. Gdzieś tkwi jednak granica między chęcią pomocy a koniecznością nieustannego wspierania kogoś, kto sam nie podejmuje żadnych kroków w kierunku samodzielności.
Możemy poprosić swojego faceta o wywiercenie dziury w ścianie, ale kiedy stajemy się jego utrzymankami i przy każdym zakupie czekamy na to, aż to on wyciągnie portfel, coś jest nie tak. Relacja wtedy przestaje być partnerską i zamienia się w układ zależności przypominający relację rodzic-dziecko.
Ja wiem, że niektórym paniom to nie przeszkadza i jest wręcz ich życiowym celem. Każda zołza lubi być jednak niezależna, zarabiać na siebie i swoje potrzeby i – uwaga, uwaga – kupić coś nawet od czasu do czasu swojemu mężczyźnie. Ot tak, bo może i ma na to ochotę. Finansowa autonomia to nie tylko kwestia pieniędzy, lecz przede wszystkim poczucia własnej sprawczości i kontroli nad własnym życiem.
Akceptacja własnego ciała
Większość z nas chętnie zmieniłaby coś w swoim ciele. Nie jesteśmy idealne, a kompleksy dotyczące wyglądu mają nawet najpiękniejsze i najzgrabniejsze modelki, bo taka już kobieca natura. Narzekanie na swoje ciało czy urodę nie jest jednak pociągające i żaden facet nie lubi, kiedy robi to jego kobieta.
Jeżeli akceptujesz siebie, akceptują Cię też z całą pewnością mężczyźni. Zołzy są pewne siebie i swoich zalet, w które potrafią przekuć nawet swe wady. Nie warto więc zawracać sobie głowy czymś, na co i tak często nie mamy wpływu, no chyba że jest to zrzucenie kilku nadprogramowych kilogramów, które znajduje się w zasięgu naszych możliwości.
Powinnyśmy jednak milczeć na temat własnych kompleksów, a najlepiej, w miarę możliwości, wybić je sobie z głowy. Ciągłe powtarzanie „jestem za gruba”, „mam okropny nos” czy „moje włosy wyglądają fatalnie” nie tylko obniża nasz własny komfort psychiczny, lecz również buduje w głowie partnera negatywny obraz naszej osoby. I my będziemy zdrowsze i mniej zestresowane i nasi mężczyźni będą nam z tego powodu ogromnie wdzięczni.
Granica między prośbą a zależnością
Istnieje wyraźna różnica między sytuacją, w której kobieta prosi partnera o pomoc w konkretnej sprawie, a stanem permanentnej bezradności. Zołza potrafi rozróżnić te dwa stany i nie nadużywa dobrej woli mężczyzny. Wie, że prośba o pomoc przy przeniesieniu mebli to coś zupełnie innego niż oczekiwanie, że partner załatwi za nią wszystkie życiowe sprawy.
Mężczyźni cenią sobie kobiety, które potrafią samodzielnie funkcjonować, ale jednocześnie nie wstydzą się poprosić o wsparcie, gdy naprawdę go potrzebują. Chodzi o balans między samodzielnością a umiejętnością przyjmowania pomocy, bez popadania w skrajności. Zołza nie udaje, że radzi sobie ze wszystkim sama, ale też nie oczekuje, że ktoś będzie za nią żył.
Pewność siebie w codziennych sytuacjach
Pewność siebie zołzy objawia się nie tylko w wielkich życiowych decyzjach, lecz również w drobnych, codziennych wyborach. Taka kobieta nie potrzebuje stałej walidacji ze strony partnera, nie pyta co pięć minut „czy dobrze wyglądam?” ani nie szuka potwierdzenia swojej wartości w oczach innych ludzi.
Ma własne zdanie na różne tematy i nie boi się go wyrazić, nawet jeśli różni się od opinii partnera. Potrafi zaakceptować konstruktywną krytykę, nie traktując jej jako personalnego ataku. Wie, że relacja to nie ciągłe dążenie do podobania się, lecz budowanie więzi opartej na wzajemnym szacunku i autentyczności.
Zołza nie traktuje również swojego partnera jako jedynego źródła szczęścia i spełnienia. Ma własne pasje, przyjaciół, zainteresowania. Rozumie, że zdrowa relacja to dwie samodzielne osoby, które świadomie wybierają wspólne życie, a nie dwie połówki, które desperacko szukają dopełnienia. To właśnie ta kompletność i wewnętrzna równowaga sprawiają, że mężczyźni faktycznie doceniają takie kobiety i chcą przy nich pozostać.


Mnie się wydaje, że może być to spowodowane tym, że faceci lubią kobiety nad którymi ciężko zapanować. Facet to przecież łowca i lubi ganiać za króliczkiem. Więc jak trafia mu się „zołza” to jakby znalazła się w swoim idealnym środowisku.
ja nie sądzę, żeby nie zauważyli tego wcześniej, tylko im to nie przeszkadza. Zołzy są niezależne, nie trzeba się nimi bez przerwy opiekować, a dla faceta to lepiej. I dlatego tak właśnie za nimi latają.
„Zołza, jaką opisuje Sherry Argov to kobieta, która wie czego chce, zna swoją wartość i potrafi się szanować.”
Nie lubię, jak bierze się jakieś słowo i próbuje mu nadać inne znaczenie, niż ma naprawdę. Przecież to bez sensu. To ja mogę napisać książkę „Dlaczego kobiety lubią palantów” i wyjaśnić w niej, że według MOJEJ definicji palant to mężczyzna inteligentny, szarmancki i w ogóle emanujący wdziękiem. Miałoby to tyle samo sensu