Boże Narodzenie to czas, który szczególnie uwielbiają dzieci. A dorośli wykorzystują go, by sami mogli znów poczuć się jak dzieci. Nic nie pomaga lepiej osiągnąć ten efekt niż wspólne, rodzinne oglądanie świątecznych animacji. Nie wiecie, które wybrać? Oto krótki przegląd tych najbardziej wartych uwagi.
Artur ratuje Gwiazdkę
Artur jest jednym z synów Świętego Mikołaja. Gdy okazuje się, że jedno z dzieci nie otrzyma prezentu na Święta, podejmuje się ryzykownej misji, byle do tego nie dopuścić. Film ten pokazuje nam nie tylko samą akcję ratunkową, ale też konflikt pokoleniowy w najbardziej rozpoznawalnej rodzinie świata.
Nie jest to pierwszy film, w którym przedstawiono nam bliżej rodzinę Świętego Mikołaja, ale w takim ujęciu jeszcze tego motywu nie widzieliśmy — rozgrywa się tu bowiem swojego rodzaju braterska rywalizacja o to, kto obejmie schedę po słynnym ojcu. Starszy brat Steve ma zmysł organizacyjny i chłodną kalkulację, młodszy Artur — czułe serce i szczerą wiarę w magię prezentów.
Kto będzie następnym Mikołajem? Co w tym zawodzie jest naprawdę ważne? Zdolności organizacyjne i nowoczesna technologia w służbie globalnej logistyki (ciekawie tu pokazano zaawansowane centrum operacyjne na Biegunie Północnym) czy zwykła ludzka empatia i autentyczna chęć sprawiania dzieciom radości? Odpowiedź na to pytanie dzieci odkryją same, śledząc przygody najmłodszego syna Mikołaja.
Miasteczko Halloween
Mamy tu miasteczko, w którym żyją wiedźmy, wampiry, wilkołaki i wszelkie inne odpychające potwory, które co roku urządzają Halloween. Tym razem jednak będzie inaczej, monstra bowiem postanowią zorganizować Boże Narodzenie. Co z tego może wyniknąć? Oczywiście wiele nieporozumień, bo mieszkańcy miasteczka Halloween nie mają pojęcia o tym, na czym polega magia Świąt.
Stylowa, poklatkowa animacja od późniejszego twórcy „Koraliny” — Tima Burtona. Wiele chwytliwych piosenek, które dzieci szybko zapamiętują, no i oczywiście tony czarnego humoru, który bawi zarówno młodszych, jak i starszych widzów. Zresztą sam intrygujący pomysł, by zderzyć ze sobą w jednym filmie tak odrębne od siebie światy Bożego Narodzenia i Halloween, zasługuje na uznanie.
Jack Skellington, Dyniowy Król Halloween, po raz pierwszy odkrywa istnienie świąt pełnych ciepła, światełek i prezentów. Zachwycony tym odkryciem postanawia przejąć organizację Bożego Narodzenia, nie rozumiejąc jeszcze, że prawdziwa magia tkwi nie w formie, lecz w duchu święta. Film prowokuje do refleksji nad tym, czy można nauczyć się magii, czy trzeba ją po prostu w sobie nosić.
Strażnicy marzeń
Zastanawialiście się, co by było, gdyby Święty Mikołaj przewodził oddziałowi do zadań specjalnych, w skład którego wchodziłby Zając Wielkanocny, Zębowa Wróżka i Piaskowy Dziadek? Jasne, że się nie zastanawialiście. Brzmi to przecież absurdalnie!
Jednak film oparty na tym pomyśle, co ciekawe, jest zdecydowanie mniej szalony niż można by się spodziewać. I choć jest w nim sporo humoru, to jest to raczej klasyczna opowieść, pełna ciepła i uczuć. Reżyser Peter Ramsey stworzył uniwersum, w którym każda z postaci ma własną osobowość — Mikołaj mówi z rosyjskim akcentem i włada szablami, Zębowa Wróżka przypomina kolibra, a Króliczek jest australijskim twardzielem.
Film stawia pytanie o wiarę w niematerialne wartości — co się dzieje, gdy dzieci przestają wierzyć w magię? Czy bohaterowie, których moc zależy od dziecięcych marzeń, mogą przetrwać w świecie cynicznym i nastawionym wyłącznie na racjonalność? Odpowiedź jest poruszająca i wcale nie takoczywista, jak mogłoby się wydawać.
Ekspres polarny
Ten film zaprosi nasze pociechy na przejażdżkę jedynym w swoim rodzaju pociągiem, a końcową stacją będzie kraina Świętego Mikołaja na Biegunie Północnym. Sama podróż, pełna niespodzianek i niebezpieczeństw, to metafora drogi do odzyskania wiary w cuda.
Robert Zemeckis, reżyser takich przebojów jak „Forrest Gump” czy „Miłość, szmaragd i krokodyl” próbował tu rozpropagować technikę motion capture, dzięki której mimika aktora jest bezpośrednio przekładana na animowaną komputerowo postać. Tom Hanks wcielił się w kilka ról naraz — od Konduktora po samego Świętego Mikołaja.
Trzeba przyznać, że ta technika niestety szybko się starzeje. Zresztą już w dniu premiery zwracano uwagę na to, że do specyficznej animacji trzeba się po prostu przyzwyczaić — postacie balansują na granicy realizmu i stylizacji, co niektórym widzom sprawia dyskomfort. Ale na pewno nie przeszkodzi ona dzieciom czerpać frajdy z oglądanych na ekranie przygód. Film, mimo technicznych kontrowersji, zachowuje ciepło i nostalgię oryginału literackiego autorstwa Chrisa Van Allsburga.
Opowieść wigilijna
Po kilku latach Zemeckis powrócił do świątecznej tematyki, przenosząc na ekrany ponadczasowy, literacki klasyk Charlesa Dickensa. Historia skąpca, który w wigilijną noc dostaje szansę na przemianę, działa na wyobraźnię od niemal dwustu lat.
Dzięki wspomnianej już technice motion capture w starego skąpca Ebenezera Scrooge’a mógł wcielić się Jim Carrey. Choćby dlatego warto to zobaczyć. Aktor znany jest przecież ze swojej iście kreskówkowej mimiki — nic dziwnego, że w końcu zdecydowano się przenieść ją na grunt filmu animowanego. Carrey gra nie tylko głównego bohatera, ale również duchy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Sama historia została oddana bez większych zmian względem oryginału, więc jak zwykle nie zabraknie świątecznych wzruszeń. Zemeckis zadbał jednak o dodatkowe emocje — sekwencje wizyt duchów są pełne dynamicznych pościgów i wizualnie imponujących scen, które nadają klasycznej opowieści współczesne tempo. Film przypomina, że prawdziwy sens Świąt to nie prezenty, lecz bliskość z ludźmi i gotowość do zmiany.


Moje dziecko uwielbia „Artura…”, podczas świąt zawsze jest co oglądać w telewizji i jak dzieciak zaczyna marudzić, można jeszcze obejrzeć razem z nim bajkę.
Jak to co? Kevina! A tak serio, to Opowieść Wigilijna to naprawdę świetny i bardzo mądry film (oraz książka), który powinno zobaczyć każde dziecko.